"I promise to always protect you"
wtorek, 20 maja 2014
PRZEPRASZAM
Jak zapewne ostatnio zauważyliście, dawno nie pojawił się żaden rozdział, w ogóle były one strasznie krótkie, bez sensu i nie trzymały się kupy. Nie mam czas. Kompletny brak czasu ! Nie potrzebnie zaczynałam to, ale obiecuję poprawę. Od wakacji zaczynam z blogiem, nowe świeże opowiadanie. Wiem, że to głupie, bo dopiero zaczęła i już się poddaje, ale zrozumcie mnie. 3 klasa, wybór liceum, testy, same poprawy. Co mogę powiedzieć? Przepraszam bardzo i dziękuję za te dotychczasowe komentarze.
wtorek, 13 maja 2014
Chapter 5
- Co znaczy, że ktoś cię śledzi ? - zapytał zdezorientowany Matt. Nie wiem czy dobrze zrobiłam, mówiąc mu o tym wszystkim, ale wiem jedno - mogę mu ufać i na nim polegać. Potrzebuję wsparcia, nie mogę popaść w załamanie nerwowe. Nie po to tyle nad tym pracowałam, żeby przez Niego się załamać. Nie uda mu się mnie zniszczyć!
- Cholera Matt, skup się !
- Okej, okej - uniósł ręce w geście obronnym. - Podejrzewasz kogoś ?
- Właściwie, tak - usiadłam obok niego na łóżku. - Pamiętasz tego chłopaka z imprezy ?
- Wiesz, wielu ich było - zaśmiał się.
- Ugh, chodzi o tego, do którego miałam podejść zanim mnie zaczepiłeś, tuż po tym kiedy wyszłam z toalety - wytłumaczyłam, lecz on jedynie zaprzeczył. - Myślę, że to on. W sumie przyłapałam go kilka razy jak mi się przyglądał, a potem znikał. Nie wiem, ale dla mnie to podejrzane.
- Albo to przypadek, a ty popadasz w paranoję ?
- Uważasz mnie za głupią ? - wybuchłam, stając na równe nogi.
- Tego nie powiedziałem. Ale spójrz, co jeśli to jakiś dzieciak, bawi się z tobą? Nie możesz tak odrazu oskarżać tamtego chłopaka!
- Nie bądź głupi, skąd niby dziecko miałoby mój numer?
- Stąd skąd miałby go ten twój cały chłoptaś.
- To niedorzeczne...
- Myślę, że powinnaś poczekać na rozwój akcji, zanim wyciągniesz pochopne wnioski.
- Prędzej znajdę się w piachu, dwa metry pod ziemią niż wytrzymam całe to gówno - zaśmiałam się sztucznie, a w moich oczach pojawiły się łzy.
- Hej - powiedział łagodnie, podchodząc do mnie - wiem, że jesteś rozchwiana emocjonalnie, ale nie pozwól temu wygrać - uniósł moją głowę za podbródek. - To nie jest warte twojej uwagi...
- Ale ja się boję, Matt - jęknęłam.
- Csii - uspokoił mnie zamykając w bezpiecznym, przyjacielskim uścisku - jesteś bezpieczna, nic się nie stanie, obiecuję.
- Nie możesz mi obiecać czegoś, czego nie możesz mi zagwarantować!
- Musisz być silna...
Tak. Oto ja - na skraju załamania i mój przyjaciel - mój rękaw do wypłakania i moje wsparcie. Oddam wszystko, tylko błagam niech ten koszmar się skończy. Nienawidzę tego uczucia, bycia obserwowaną, do tego te tajemnicze sms. J...
Czy ja nie mogę mieć normalnego, nudnego życia?
Czy tak wiele wymagam?
- Kocham Cię - szepnęłam, cały czas będąc w uścisku.
- Ja ciebie też, królewno.
Pożegnałam się z Mattem i ruszyłam do drzwi wejściowych mojego domu, a kiedy szukałam kluczy usłyszałam dźwięk przychodzącego sms. Odblokowałam telefon i czytając wiadomość, odkluczałam drzwi.
Od: Nieznany
To Twój chłopak? Słodko razem wyglądacie... J.
Moje ciało ogarnął strach, rozejrzałam się wkoło, lecz nikogo nie widziałam. Pędem weszłam do domu i zatrzaskując drzwi osunęłam się po nich na ziemię, chowiając głowę w dłonie.
Łzy. Znowu płaczę. Nie chcę ! Dlaczego ?
Obserwował nas, cały czas nas obserwował. A co jeśli on nadal jest na zewnątrz?
Kolejny sms.
Drżącymi rękoma przesunęłam palcem po ekranie.
- Nieznany - szepnęłam do siebie, przełykając ciężka gulę w gardle.
- Cholera Matt, skup się !
- Okej, okej - uniósł ręce w geście obronnym. - Podejrzewasz kogoś ?
- Właściwie, tak - usiadłam obok niego na łóżku. - Pamiętasz tego chłopaka z imprezy ?
- Wiesz, wielu ich było - zaśmiał się.
- Ugh, chodzi o tego, do którego miałam podejść zanim mnie zaczepiłeś, tuż po tym kiedy wyszłam z toalety - wytłumaczyłam, lecz on jedynie zaprzeczył. - Myślę, że to on. W sumie przyłapałam go kilka razy jak mi się przyglądał, a potem znikał. Nie wiem, ale dla mnie to podejrzane.
- Albo to przypadek, a ty popadasz w paranoję ?
- Uważasz mnie za głupią ? - wybuchłam, stając na równe nogi.
- Tego nie powiedziałem. Ale spójrz, co jeśli to jakiś dzieciak, bawi się z tobą? Nie możesz tak odrazu oskarżać tamtego chłopaka!
- Nie bądź głupi, skąd niby dziecko miałoby mój numer?
- Stąd skąd miałby go ten twój cały chłoptaś.
- To niedorzeczne...
- Myślę, że powinnaś poczekać na rozwój akcji, zanim wyciągniesz pochopne wnioski.
- Prędzej znajdę się w piachu, dwa metry pod ziemią niż wytrzymam całe to gówno - zaśmiałam się sztucznie, a w moich oczach pojawiły się łzy.
- Hej - powiedział łagodnie, podchodząc do mnie - wiem, że jesteś rozchwiana emocjonalnie, ale nie pozwól temu wygrać - uniósł moją głowę za podbródek. - To nie jest warte twojej uwagi...
- Ale ja się boję, Matt - jęknęłam.
- Csii - uspokoił mnie zamykając w bezpiecznym, przyjacielskim uścisku - jesteś bezpieczna, nic się nie stanie, obiecuję.
- Nie możesz mi obiecać czegoś, czego nie możesz mi zagwarantować!
- Musisz być silna...
Tak. Oto ja - na skraju załamania i mój przyjaciel - mój rękaw do wypłakania i moje wsparcie. Oddam wszystko, tylko błagam niech ten koszmar się skończy. Nienawidzę tego uczucia, bycia obserwowaną, do tego te tajemnicze sms. J...
Czy ja nie mogę mieć normalnego, nudnego życia?
Czy tak wiele wymagam?
- Kocham Cię - szepnęłam, cały czas będąc w uścisku.
- Ja ciebie też, królewno.
- - -
Pożegnałam się z Mattem i ruszyłam do drzwi wejściowych mojego domu, a kiedy szukałam kluczy usłyszałam dźwięk przychodzącego sms. Odblokowałam telefon i czytając wiadomość, odkluczałam drzwi.
Od: Nieznany
To Twój chłopak? Słodko razem wyglądacie... J.
Moje ciało ogarnął strach, rozejrzałam się wkoło, lecz nikogo nie widziałam. Pędem weszłam do domu i zatrzaskując drzwi osunęłam się po nich na ziemię, chowiając głowę w dłonie.
Łzy. Znowu płaczę. Nie chcę ! Dlaczego ?
Obserwował nas, cały czas nas obserwował. A co jeśli on nadal jest na zewnątrz?
Kolejny sms.
Drżącymi rękoma przesunęłam palcem po ekranie.
- Nieznany - szepnęłam do siebie, przełykając ciężka gulę w gardle.
środa, 7 maja 2014
Chapter 4
Wychodząc spod prysznica owinęłam swoje ciało w ręcznik, po czym zabrałam się za suszenie włosów. Zmieniłam kolor. Kochałam moje dawne, wyróżniające się spośród tłumu fioletowe włosy, lecz nadszedł czas na zmianę. Mój dawny naturalny kolor i ombre, Miały mi one dodać nieco poważniejszego wyglądu. W końcu za tydzień skończę szkołę i będę musiała stawić czoła prawdziwej dorosłości, choć jak dla mnie ona zaczęła się już dawno, to przez to słowo mam na myśli zdobycie pracy.
W prawdzie nie potrzebuje jej. Mam wszystko, dom, samochód, znaczną sumę pieniędzy do życia, które dostałam w spadku od pani Evans. To ciekawe jak można dorobić się tak ogromnego majątku !
Każdy wyśmiałby mnie, wolałby żyć błogo, nie zadręczając się pracą. Dobra też nie jestem pracusiem, ale zwariowałabym, gdybym tylko siedziała w domu. Zresztą, muszę umieć na siebie zapracować, kiedyś pieniądze się skończą, nic nie trwa wiecznie.
Kiedy byłam już w pełni wysuszona, umalowana, a włosy zaczesane w eleganckiego kucyka, wyszłam z łazienki ubrana jedynie w czarną, koronkową bieliznę, stanęłam przed ramą łóżka, na którym znajdowały się dwa zestawy. Uniosłam je do góry zastanawiając się, który byłby lepszy, kiedy moje rozmyślanie przerwał dźwięk przychodzącego sms-a. Pochyliłam się by sięgnąć po urządzenie leżące na szafce i przeczytałam wiadomość, a telefon mało nie wypadł z moich rąk.
Od: Nieznany
Sukienka .
PS. Niezła bielizna, nie wspominając o pośladkach - J.
Bez zastanowienia okryłam się pobliskim kocem i pognałam do okna, lecz widaialam tylko odjeżdżające czarne auto, a poza tym pustka.
Cholera.
Mój oddech przyspieszył, a ręce zaczęły się trząść. Nieudolnie zasłoniłam rolety i wróciłam na łóżko skanując ekran telefonu.
Nie. To się nie dzieje naprawdę !
J? Kto to do cholery ? Czego ode mnie chce?
Tyle pytań - zero odpowiedzi.
Było tak dobrze, dwa tygodnie nie czułam nieprzyjemnego uczucia, a ono nagle powraca z towarzyszem - prześladowcą.
Boję się.
W prawdzie nie potrzebuje jej. Mam wszystko, dom, samochód, znaczną sumę pieniędzy do życia, które dostałam w spadku od pani Evans. To ciekawe jak można dorobić się tak ogromnego majątku !
Każdy wyśmiałby mnie, wolałby żyć błogo, nie zadręczając się pracą. Dobra też nie jestem pracusiem, ale zwariowałabym, gdybym tylko siedziała w domu. Zresztą, muszę umieć na siebie zapracować, kiedyś pieniądze się skończą, nic nie trwa wiecznie.
Kiedy byłam już w pełni wysuszona, umalowana, a włosy zaczesane w eleganckiego kucyka, wyszłam z łazienki ubrana jedynie w czarną, koronkową bieliznę, stanęłam przed ramą łóżka, na którym znajdowały się dwa zestawy. Uniosłam je do góry zastanawiając się, który byłby lepszy, kiedy moje rozmyślanie przerwał dźwięk przychodzącego sms-a. Pochyliłam się by sięgnąć po urządzenie leżące na szafce i przeczytałam wiadomość, a telefon mało nie wypadł z moich rąk.
Od: Nieznany
Sukienka .
PS. Niezła bielizna, nie wspominając o pośladkach - J.
Bez zastanowienia okryłam się pobliskim kocem i pognałam do okna, lecz widaialam tylko odjeżdżające czarne auto, a poza tym pustka.
Cholera.
Mój oddech przyspieszył, a ręce zaczęły się trząść. Nieudolnie zasłoniłam rolety i wróciłam na łóżko skanując ekran telefonu.
Nie. To się nie dzieje naprawdę !
J? Kto to do cholery ? Czego ode mnie chce?
Tyle pytań - zero odpowiedzi.
Było tak dobrze, dwa tygodnie nie czułam nieprzyjemnego uczucia, a ono nagle powraca z towarzyszem - prześladowcą.
Boję się.
sobota, 3 maja 2014
Chapter 3
Nowy dzień - nowy scenariusz jaki pisze nam życie.
Obudziłam się pełna pozytywnej energii, której zwykle ludzie nie miewają w poniedziałkowe poranki, ale nie zapominajmy, ja nie należę do grona normalnych. Właściwie znając mnie, mój humor zmieni się dziś kilkukrotnie. Radość, kłótnie, płacz, przeprosiny.
Nie wiem jak ludzie potrafią wytrzymać ze mną, sama czasami mam siebie dość. Moje napady furii są niczym w przypadku kiedy nastąpi epizod. Wtedy zmieniam się o 360 stopni, tak jakby w moim ciele pojawiała się zupełnie inna osoba. To męczące zarówno dla mnie, jak i bliskich, ale staram się to kontrolować. Stres nie wpływa na to najlepiej, a w moim przypadku jest on ostatnio nierozłącznym czynnikiem mojej egzystencji.
Podniosłam się do pozycji siedzącej, by zażyć moje tabletki, które stabilizują mój nastój...
Nie, wróć. Starają się go ustabilizować.
Wyskoczyłam z łóżka, ówcześnie je zaścielając, po czym udałam się do łazienki. Poranny prysznic, odświeżenie twarzy, fryzura, makijaż, a na koniec najcięższe - wybór ubrania. Po długich namysłach i paradowania przed szafą w samym ręczniku zdecydowałam się na koronkową, kremową sukienkę z długim rękawem i brązowe kozaki do kompletu.
Mój zegarek wskazywał godzinę 8:50. Jak zwykle nie miałam za wiele czasu. Szybko spakowałam potrzebne notatniki i akcesoria, po czym udałam się do auta, by udać się ku college'u.
- - -
- Dziękuję państwu, to koniec na dziś, życzę miłego dnia. Do widzenia - dodał na pożegnanie nasz wykładowca, po czym zniknął za drzwiami.
- Nareszcie - wymamrotał na pół przytomny Matt.
- Naprawdę powinieneś skończyć z tym graniem po nocach - skarciłam go, kiedy wychodziliśmy z sali.
- To nie ich wina, to Gredwood przynudza - poskarżył się.
- Jesteś niemożliwy...
- I tak mnie kochasz - wzruszył ramionami.
- Ciekawe skąd masz te fałszywe wiadomości - prychnęłam.
- Nie zaprzeczaj sama sobie maleńka - cmoknął mnie w policzek.
- Nienawidzę cię - posłałam mu gromiące spojrzenie, na co się zaśmiał.
Zawsze ma rację.
- Też cię kocham - przytulił mnie mocno i z uczuciem, tak jak uwielbiałam.
- Czyli nie ma szans, żebyś towarzyszył mi dziś u fryzjera? - spytałam otwierając drzwi samochodu.
- Przepraszam - wzruszył niewinnie ramionami - może Cara z tobą pójdzie?
- Nie może, pracuje.
- Myślę, że dasz sobie sama radę - stwierdził.
- Aż tak we mnie wierzysz ? - zapytałam, udając wzruszenie.
- Będę trzymać kciuki - uniósł dwa kciuki w górę i wyszczerzył się ogromnie.
- W takim razie, do zobaczenia. Spodziewaj się diametralnej zmiany - puściłam mu oczko, wsiadając przy tym do środka pojazdu.
- Wpadnę wieczorem - oznajmił, na co przytaknęłam. Odpaliłam auto i ruszyłam w drogę, machając mu na pożegnanie.
- - -
Czytałam właśnie gazetę, siedząc na fotelu fryzjerskim z farbą nałożoną na włosy, kiedy znajome uczucie przeszło przez moje ciało. Rozejrzałam się dookoła pomieszczenia, lecz nikt mi się nie przyglądał, każdy był pochłonięty sobą. Wzruszyłam ramionami i wróciłam do poprzedniego zajęcia.
Nie minęło pięć minut, kiedy znowu to poczułam, tym razem moją uwagę przykuło ogromne okno. A raczej to co się za nią znajdowało.
Stał tam.
Stał tam, On ten sam, co w klubie, tyle że tym razem opierał się o maskę samochodu, umieszczonego po drugiej stornie jezdni i zaciągał się dymem papierosowym. Na chwilę nasze spojrzenia się spotkały, ale tak jak to nastąpiło on spuścił wzrok.
Przez moją głowę zaczęło przepływać miliony myśli. Obserwował mnie? Drugi raz, czy to może przypadek, kiedy nasze spojrzenia się spotkały?
Tak bardzo pragnęłam teraz opuścić to miejsce i dowiedzieć się kim jest ten chłopak, ta chęć, aż zżerała mnie od środka.
Kiedy podeszła do mnie Katy - fryzjerka i zabrała na mycie, jęknęłam w duchu. Tak bardzo chciałam tu zostać i przyjrzeć się Jego osobie.
Tak, zachowuję się jak te dwunastolatki, ale cholera, dziewczyno gdybyś tylko go mogła zobaczyć. Chodzący - tajemniczy - ideał !
Wraz z moim powrotem, zniknęło i auto i On.
Dlaczego ?
Znowu.
Mam się bać ?
środa, 30 kwietnia 2014
Chapter 2
Po raz trzeci tego ranka zwróciłam całą zawartość mojego żołądka do toalety. Wiedziałam na co cię pisze, ale żeby aż tak ? Spuściłam wodę i podeszłam do zlewu by nieco odświeżyć swój oddech.
Przysięgam, to był ostatni raz...
Moje myśli nieustannie krążyły wokół jednego chłopaka. Obserwował mnie. A co jeśli robi to od dłuższego czasu ? Kim jest ? Dlaczego zniknął? Tyle pytań kłębiło się w mojej głowie, lecz na żadną z nich nie znałam odpowiedzi.
Moja głowa pulsowała od nadmiaru myśli, do tego dochodził potworny kac i kłótnia przyjaciół tuż za ścianą. Przemyłam twarz zimną wodą i oparłam się o zlew patrząc na swoje odbicie w lustrze. Worki pod oczami dały znać o męczącej nocy, do tego dochodziły same oczy. Oczy które nie wyrażały emocji, ale czego ode mnie oczekujecie? Bywa moment, w którym mogę skakać z radości, a za minutę mogę płakać z byle powodu. Czy zaliczam się do bipolarnych ? Zdecydowanie.
Staram ukryć tą swoją wadę, ale ciężko jest zapanować nad ciągła zmianą nastrojów. Jestem taka od dziecka. Możliwe, że ma to swoje korzenie w trudnym dzieciństwie. Dom dziecka nie należy do najprzyjemniejszych wspomnień, a sam fakt że tam się znalazłaś, ponieważ nie masz rodziców jest przytłaczający, choć nie aż tak jak porzucenie dziecka.
Nie znałam ani jednego, ani drugiego. Niewiele wiem o mamie. Z tego co opowiadała mi panna Evans, która ją znała dowiedziałam się, że była piękną i silną kobietą, lecz w czasie ciąży pojawiły się komplikacje. Miała wybór - urodzić mnie i ponieść konsekwencje lub aborcja. Wybrała pierwszą opcję. Zmarła przy porodzie. Czuję się winna, wiem, że nie powinnam, ale tak jest. To ja powinnam znaleźć się tam na górze, nie ona !
Mój ojciec? Nie znam pojęcia słowa 'tata'. Zaliczam go do grona nie wartych wzmianki. Zostawił moją matkę, kiedy tylko dowiedział się o ciąży. Unikał wszelkich zobowiązań, wyjechał i słuch o nim zaginął.
Czy to zrządzenie losu czy czysty przypadek, że wszyscy którzy coś dla mnie znaczą odchodzą?
Często zadaję sobie pytanie - dlaczego ? - lecz do dziś nie umiem tego wytłumaczyć.
Usłyszałam pukanie. Szybko otarłam łzy, które zdążyły spłynąć po policzkach i wyszłam z pomieszczenia, by stanąć twarzą w twarz z przyjaciółką. Bez wahania zamknęłam ją w uścisku.
Tak oto ja i moje zamiłowanie do przytulania.
- Jak się czujesz ? - zapytała troskliwie.
- Bywało lepiej...
- Chodź naszykowałam dla ciebie tabletki na ból głowy - skinęła głową w kierunku kuchni, gdzie się udałyśmy. Przy stole siedział już Matt jedząc kanapki.
- Nie wierzę, że tak dobrze się trzymasz - pokręciłam głową w niedowierzaniu, siadając naprzeciw.
- Dupki tak mają - zaśmiał się, gryząc chleb.
- Nareszcie to zrozumiałeś - wystawiłam język w jego stronę.
- Wasza dwójka zachowuje się jak przedszkolaki, a nie jak dwudziestolatkowie, którzy za miesiąc kończą studia - wtrąciła Cara, podając mi przy tym leki i szklankę wody.
- To nie ja wymyślam denne docinki - bronił się.
- Byłam pijana, okej ? To nie moja wina, że nie było ani jednego chętnego na ciebie na tym przyjęciu.
A tak, zapomniałam dodać. Matt jest gejem.
- Byli, ale byłem zbyt zajęty zajmowaniem się tobą.
- Sam kazałeś mi...-
- Przestańcie ! - uciszyła nas przyjaciółka. - Dopiero co wróciłam i chciałam spędzić dzień z wami, nie możecie chociaż chwilę się nie kłócić.
- To chyba nie możliwe - zauważył na co przytaknęłam. Znamy się od dobrych 15 lat, to nie nasza wina, że znamy się na wylot i kochamy jak pies z kotem. Uwielbiamy się droczyć i często kłócimy, ale kiedy trzeba się rozstać zajmuje nam to więcej niż godzinę. Z Carą było inaczej. Poznaliśmy się około 4 lat temu, lecz bez niej nasz świat by się załamał. Jest od nas o rok starsza i nieco bardziej poważna, lecz gdy trzeba potrafi zmienić się o 180 stopni i wszcząć znakomitą zabawę.
Dochodziła 21. Pożegnałam przyjaciół i zamknęłam za nimi drzwi na klucz. Chwilę zajęło mi posprzątanie bałaganu jaki wyrządziliśmy, by następnie udać się pod prysznic i do łóżka, gdzie odpłynęłam w krainę morfeusza, lecz zanim to nastąpiło w mojej głowie pojawił się obraz chłopaka.
Co mnie najbardziej niepokoiło ? Jego wygląd, cholera jest niesamowicie przystojny. Widzę go tu pierwszy raz, zapewne nie jest stąd, lecz muszę go poznać inaczej nie pozbędę się jego uśmieszku z mojego umysłu, który ciągle się przez niego przeplatał.
Przysięgam, to był ostatni raz...
Moje myśli nieustannie krążyły wokół jednego chłopaka. Obserwował mnie. A co jeśli robi to od dłuższego czasu ? Kim jest ? Dlaczego zniknął? Tyle pytań kłębiło się w mojej głowie, lecz na żadną z nich nie znałam odpowiedzi.
Moja głowa pulsowała od nadmiaru myśli, do tego dochodził potworny kac i kłótnia przyjaciół tuż za ścianą. Przemyłam twarz zimną wodą i oparłam się o zlew patrząc na swoje odbicie w lustrze. Worki pod oczami dały znać o męczącej nocy, do tego dochodziły same oczy. Oczy które nie wyrażały emocji, ale czego ode mnie oczekujecie? Bywa moment, w którym mogę skakać z radości, a za minutę mogę płakać z byle powodu. Czy zaliczam się do bipolarnych ? Zdecydowanie.
Staram ukryć tą swoją wadę, ale ciężko jest zapanować nad ciągła zmianą nastrojów. Jestem taka od dziecka. Możliwe, że ma to swoje korzenie w trudnym dzieciństwie. Dom dziecka nie należy do najprzyjemniejszych wspomnień, a sam fakt że tam się znalazłaś, ponieważ nie masz rodziców jest przytłaczający, choć nie aż tak jak porzucenie dziecka.
Nie znałam ani jednego, ani drugiego. Niewiele wiem o mamie. Z tego co opowiadała mi panna Evans, która ją znała dowiedziałam się, że była piękną i silną kobietą, lecz w czasie ciąży pojawiły się komplikacje. Miała wybór - urodzić mnie i ponieść konsekwencje lub aborcja. Wybrała pierwszą opcję. Zmarła przy porodzie. Czuję się winna, wiem, że nie powinnam, ale tak jest. To ja powinnam znaleźć się tam na górze, nie ona !
Mój ojciec? Nie znam pojęcia słowa 'tata'. Zaliczam go do grona nie wartych wzmianki. Zostawił moją matkę, kiedy tylko dowiedział się o ciąży. Unikał wszelkich zobowiązań, wyjechał i słuch o nim zaginął.
Czy to zrządzenie losu czy czysty przypadek, że wszyscy którzy coś dla mnie znaczą odchodzą?
Często zadaję sobie pytanie - dlaczego ? - lecz do dziś nie umiem tego wytłumaczyć.
Usłyszałam pukanie. Szybko otarłam łzy, które zdążyły spłynąć po policzkach i wyszłam z pomieszczenia, by stanąć twarzą w twarz z przyjaciółką. Bez wahania zamknęłam ją w uścisku.
Tak oto ja i moje zamiłowanie do przytulania.
- Jak się czujesz ? - zapytała troskliwie.
- Bywało lepiej...
- Chodź naszykowałam dla ciebie tabletki na ból głowy - skinęła głową w kierunku kuchni, gdzie się udałyśmy. Przy stole siedział już Matt jedząc kanapki.
- Nie wierzę, że tak dobrze się trzymasz - pokręciłam głową w niedowierzaniu, siadając naprzeciw.
- Dupki tak mają - zaśmiał się, gryząc chleb.
- Nareszcie to zrozumiałeś - wystawiłam język w jego stronę.
- Wasza dwójka zachowuje się jak przedszkolaki, a nie jak dwudziestolatkowie, którzy za miesiąc kończą studia - wtrąciła Cara, podając mi przy tym leki i szklankę wody.
- To nie ja wymyślam denne docinki - bronił się.
- Byłam pijana, okej ? To nie moja wina, że nie było ani jednego chętnego na ciebie na tym przyjęciu.
A tak, zapomniałam dodać. Matt jest gejem.
- Byli, ale byłem zbyt zajęty zajmowaniem się tobą.
- Sam kazałeś mi...-
- Przestańcie ! - uciszyła nas przyjaciółka. - Dopiero co wróciłam i chciałam spędzić dzień z wami, nie możecie chociaż chwilę się nie kłócić.
- To chyba nie możliwe - zauważył na co przytaknęłam. Znamy się od dobrych 15 lat, to nie nasza wina, że znamy się na wylot i kochamy jak pies z kotem. Uwielbiamy się droczyć i często kłócimy, ale kiedy trzeba się rozstać zajmuje nam to więcej niż godzinę. Z Carą było inaczej. Poznaliśmy się około 4 lat temu, lecz bez niej nasz świat by się załamał. Jest od nas o rok starsza i nieco bardziej poważna, lecz gdy trzeba potrafi zmienić się o 180 stopni i wszcząć znakomitą zabawę.
- - -
Dochodziła 21. Pożegnałam przyjaciół i zamknęłam za nimi drzwi na klucz. Chwilę zajęło mi posprzątanie bałaganu jaki wyrządziliśmy, by następnie udać się pod prysznic i do łóżka, gdzie odpłynęłam w krainę morfeusza, lecz zanim to nastąpiło w mojej głowie pojawił się obraz chłopaka.
Co mnie najbardziej niepokoiło ? Jego wygląd, cholera jest niesamowicie przystojny. Widzę go tu pierwszy raz, zapewne nie jest stąd, lecz muszę go poznać inaczej nie pozbędę się jego uśmieszku z mojego umysłu, który ciągle się przez niego przeplatał.
niedziela, 27 kwietnia 2014
Chapter 1
Czy kiedykolwiek czułaś się obserwowana? Czułaś czyjś wzrok na swoich plecach, który aż wypalał w nich dziurę, lecz gdy odwróciłaś głowę odczucie znikało, budząc w twojej głowie ogromny znak zapytania?
Nie ? To uwierz mi, jesteś prawdziwą szczęściarą.
Mam na koncie wiele nieprzespanych nocy, które dawały we znaki następnego dnia w szkole, lecz nie zasnęłam dopóki dokładnie nie przeanalizowałam obiegu wydarzeń i prawdopodobieństwa bycia obserwowaną, a gdy już - pojawia się pytanie. Przez kogo?
Od dziecka mam takie objawy, lecz przez ostatnie pół roku nasiliły się w znacznym stopniu. Być może uznacie mnie za dziwną. Dziewczynę, która uciekła ze szpitala psychiatrycznego, ale czego można się spodziewać po niewinnej młodej osobie w wieku zaledwie 20 lat, która dorastała w rodzinie zastępczej, wychowywana przez pannę Evans. Starszą kobietę, lecz o wielkim sercu, jakie zmieściło by się w całej populacji Ameryki. Niestety, wiek dawał we znaki, kobieta zmarła niespełna 6 miesięcy temu. Zostawiła mnie.
Zostawiła bez rodziny, której nigdy nie miałam, lecz była Ona jedyną osobą, którą mogłam zaliczyć do tego grona. Nie umiem opisać uczuć jakimi Ją darzę. To Ona mnie wychowała, nauczyła czym jest życie, uczyła. Była moją mamą oraz babcią w jednym, była moim aniołem stróżem. Do dziś płaczę po nocach, ale muszę być silna. Dla Niej. Obiecałam Jej to i zamierzam tego dotrzymać z pomocą moich przyjaciół, którzy nigdy mnie nie opuszczają.
- Jessica ! - U słyszałam swoje imię jak przez mgłę, którą tworzyła dudniąca muzyka. Podniosłam wzrok ze swojego drinka i spojrzałam na osobę, która usilnie próbowała przekrzyczeć basy płynące z głośników.
- Wszystko w porządku ?
- Um, tak ja tylko... - spuściłam wzrok w zakłopotaniu. Znowu. Znowu zatraciłam się we własnych myślach. Muszę z tym skończyć, to nie jest dobre, ani dla mnie, ani dla klimatu jaki tworzę.
- Znowu myślałaś o pani Evans ? - bardziej stwierdził niż spytał. Znał mnie na wylot. To jedna z cech, którą moi przyjaciele wypracowali sobie na medal, choć nie powiem - czasem to przeszkadza.
Nieśmiało przytaknęłam, a chwilę później znalazłam się w jego silnym uścisku, który niezwłocznie odwzajemniłam.
- Wiem, że to trudny dla ciebie okres, ale nie pozwól temu wygrać. Pamiętasz czego sobie życzyła? Chce byś była szczęśliwa i żyła tak jak wcześniej bez udręki, byle z dobrymi wspomnieniami.
Tak. Oto mój najlepszy przyjaciel - Matt. Zawsze umie wywołać uśmiech na mojej twarzy. Gdyby nie on zapewne siedziałabym teraz w domu z paczką chusteczek nad albumem i opłakiwałabym staruszkę. Właściwie to dzięki niemu jestem tu gdzie jestem, ominęłam depresję szerokim łukiem i z powrotem stanęłam na nogi.
- Dziękuję - cmoknęłam go w policzek. Cholera, jestem na imprezie, przyszłam tu by się dobrze bawić, a nie płakać. Chyba babcia się nie obrazi, prawda ?
Wypiłam do dna swojego drinka, naładowana pozytywizmem i pociągnęłam przyjaciela na parkiet by zatracić się w tańcu.
- Myślę, że na dziś wystarczy - stwierdził Matt wyciągając czerwony kubeczek z alkoholem z mojej dłoni. Skrzywiłam się i jęknęłam z obrazą, na co on się jedynie zaśmiał. Powiedzenie iż byłam lekko wstawiona byłoby niedopowiedzeniem. Chwiałam się na nogach ledwo na nich stojąc, choć zapewne gdyby nie przyjaciel leżałabym na parkiecie.
Znałam jutrzejsze skutki dzisiejszej imprezy, ale starałam się nie myśleć o tym. W końcu pierwszy raz od dłuższego czasu naprawdę świetnie się bawię. Chyba warto, prawda?
- Doprawdy Jessica, mówiąc zabaw się, nie miałem na myśli upij się do nieprzytomności - skarcił mnie.
- Prze-przepraszam - wybełkotałam. - Ale spójrz. Uśmiecham się, o to właśnie chodzi - posłałam mu najszczerszy uśmiech i wtuliłam się w jego tors.
- Wyczuwam poranne romanse z misterem toaletą - zaśmiał się, za co oberwał. - Dobra, dobra - uniósł ręce w geście poddania - żeby nie było, że nie ostrzegałem.
- Naprawdę jesteś dupkiem.
- Dupkiem ? - spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Tak, największym dupkiem jakiego znam.
- Oh, co ze mną teraz będzie ? Czy, czy ja właśnie zostałem nazwany dupkiem ? - ułożył ręce na klatce piersiowej w miejscu serca, udając ból.
- Jesteś popieprzony - palnęłam go w głowę i odwróciłam się ledwo idąc.
Nim się spostrzegłam był przy mnie i pomógł mi dojść do celu - toaleta. Opierając się o ścianę weszłam do środka, by załatwić swoją potrzebę, umyłam ręce i spojrzałam w lustro. Nie wyglądałam najgorzej, no może nie aż tak jak się czułam. Nie miałam już sił na więcej zabawy. Zdecydowanie jednego czego pragnęłam to moje łóżko.
Wyszłam, lecz nigdzie nie było Matta.
Cholera.
Nie nie mógł mnie zostawić. Nie mógł tego zrobić !
Niezgrabnie wyciągnęłam telefon z kieszonki moich spodenek i starałam się znaleźć jego numer, lecz to było trudniejsze niż może się wydawać.
Sunęłam palcem po ekranie, kiedy uczucie bycia obserwowaną znowu opętało moje ciało. Bez zbędnych oporów uniosłam głowę, by zobaczyć chłopaka opierającego się o ścianę i popijającego piwo. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, mały uśmieszek wkradł się na jego usta, lecz szybko spuścił wzrok, tak jakby ta chwila nigdy nie miała miejsca.
Poprawiłam dłonią swoje włosy i ruszyłam ku niemu z małą chęcią poflirtowania i poznania nieznajomego. Mój plan został zaprzepaszczony, kiedy poczułam czyjąś dłoń na przedramieniu, a chwilę później stałam z nim twarzą w twarz.
- Tu jesteś. Szukałem cię - powiedział Matt.
- Raczej to ja szukałam ciebie. Nie mogłeś wytrzymać tych 5 minut ?
- Przepraszam, okej ?
- Nieważne - machnęłam ręką.- Chcę wracać do domu.
- Wszystko dla mojej królewny - cmoknął mnie w policzek i pociągnął za sobą w kierunku wyjścia. Obejrzałam się przez ramię, lecz tajemniczego chłopaka już tam nie było. Westchnęłam i podążyłam za przyjacielem.
Nie ? To uwierz mi, jesteś prawdziwą szczęściarą.
Mam na koncie wiele nieprzespanych nocy, które dawały we znaki następnego dnia w szkole, lecz nie zasnęłam dopóki dokładnie nie przeanalizowałam obiegu wydarzeń i prawdopodobieństwa bycia obserwowaną, a gdy już - pojawia się pytanie. Przez kogo?
Od dziecka mam takie objawy, lecz przez ostatnie pół roku nasiliły się w znacznym stopniu. Być może uznacie mnie za dziwną. Dziewczynę, która uciekła ze szpitala psychiatrycznego, ale czego można się spodziewać po niewinnej młodej osobie w wieku zaledwie 20 lat, która dorastała w rodzinie zastępczej, wychowywana przez pannę Evans. Starszą kobietę, lecz o wielkim sercu, jakie zmieściło by się w całej populacji Ameryki. Niestety, wiek dawał we znaki, kobieta zmarła niespełna 6 miesięcy temu. Zostawiła mnie.
Zostawiła bez rodziny, której nigdy nie miałam, lecz była Ona jedyną osobą, którą mogłam zaliczyć do tego grona. Nie umiem opisać uczuć jakimi Ją darzę. To Ona mnie wychowała, nauczyła czym jest życie, uczyła. Była moją mamą oraz babcią w jednym, była moim aniołem stróżem. Do dziś płaczę po nocach, ale muszę być silna. Dla Niej. Obiecałam Jej to i zamierzam tego dotrzymać z pomocą moich przyjaciół, którzy nigdy mnie nie opuszczają.
- Jessica ! - U słyszałam swoje imię jak przez mgłę, którą tworzyła dudniąca muzyka. Podniosłam wzrok ze swojego drinka i spojrzałam na osobę, która usilnie próbowała przekrzyczeć basy płynące z głośników.
- Wszystko w porządku ?
- Um, tak ja tylko... - spuściłam wzrok w zakłopotaniu. Znowu. Znowu zatraciłam się we własnych myślach. Muszę z tym skończyć, to nie jest dobre, ani dla mnie, ani dla klimatu jaki tworzę.
- Znowu myślałaś o pani Evans ? - bardziej stwierdził niż spytał. Znał mnie na wylot. To jedna z cech, którą moi przyjaciele wypracowali sobie na medal, choć nie powiem - czasem to przeszkadza.
Nieśmiało przytaknęłam, a chwilę później znalazłam się w jego silnym uścisku, który niezwłocznie odwzajemniłam.
- Wiem, że to trudny dla ciebie okres, ale nie pozwól temu wygrać. Pamiętasz czego sobie życzyła? Chce byś była szczęśliwa i żyła tak jak wcześniej bez udręki, byle z dobrymi wspomnieniami.
Tak. Oto mój najlepszy przyjaciel - Matt. Zawsze umie wywołać uśmiech na mojej twarzy. Gdyby nie on zapewne siedziałabym teraz w domu z paczką chusteczek nad albumem i opłakiwałabym staruszkę. Właściwie to dzięki niemu jestem tu gdzie jestem, ominęłam depresję szerokim łukiem i z powrotem stanęłam na nogi.
- Dziękuję - cmoknęłam go w policzek. Cholera, jestem na imprezie, przyszłam tu by się dobrze bawić, a nie płakać. Chyba babcia się nie obrazi, prawda ?
Wypiłam do dna swojego drinka, naładowana pozytywizmem i pociągnęłam przyjaciela na parkiet by zatracić się w tańcu.
- - -
- Myślę, że na dziś wystarczy - stwierdził Matt wyciągając czerwony kubeczek z alkoholem z mojej dłoni. Skrzywiłam się i jęknęłam z obrazą, na co on się jedynie zaśmiał. Powiedzenie iż byłam lekko wstawiona byłoby niedopowiedzeniem. Chwiałam się na nogach ledwo na nich stojąc, choć zapewne gdyby nie przyjaciel leżałabym na parkiecie.
Znałam jutrzejsze skutki dzisiejszej imprezy, ale starałam się nie myśleć o tym. W końcu pierwszy raz od dłuższego czasu naprawdę świetnie się bawię. Chyba warto, prawda?
- Doprawdy Jessica, mówiąc zabaw się, nie miałem na myśli upij się do nieprzytomności - skarcił mnie.
- Prze-przepraszam - wybełkotałam. - Ale spójrz. Uśmiecham się, o to właśnie chodzi - posłałam mu najszczerszy uśmiech i wtuliłam się w jego tors.
- Wyczuwam poranne romanse z misterem toaletą - zaśmiał się, za co oberwał. - Dobra, dobra - uniósł ręce w geście poddania - żeby nie było, że nie ostrzegałem.
- Naprawdę jesteś dupkiem.
- Dupkiem ? - spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Tak, największym dupkiem jakiego znam.
- Oh, co ze mną teraz będzie ? Czy, czy ja właśnie zostałem nazwany dupkiem ? - ułożył ręce na klatce piersiowej w miejscu serca, udając ból.
- Jesteś popieprzony - palnęłam go w głowę i odwróciłam się ledwo idąc.
Nim się spostrzegłam był przy mnie i pomógł mi dojść do celu - toaleta. Opierając się o ścianę weszłam do środka, by załatwić swoją potrzebę, umyłam ręce i spojrzałam w lustro. Nie wyglądałam najgorzej, no może nie aż tak jak się czułam. Nie miałam już sił na więcej zabawy. Zdecydowanie jednego czego pragnęłam to moje łóżko.
Wyszłam, lecz nigdzie nie było Matta.
Cholera.
Nie nie mógł mnie zostawić. Nie mógł tego zrobić !
Niezgrabnie wyciągnęłam telefon z kieszonki moich spodenek i starałam się znaleźć jego numer, lecz to było trudniejsze niż może się wydawać.
Sunęłam palcem po ekranie, kiedy uczucie bycia obserwowaną znowu opętało moje ciało. Bez zbędnych oporów uniosłam głowę, by zobaczyć chłopaka opierającego się o ścianę i popijającego piwo. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, mały uśmieszek wkradł się na jego usta, lecz szybko spuścił wzrok, tak jakby ta chwila nigdy nie miała miejsca.
Poprawiłam dłonią swoje włosy i ruszyłam ku niemu z małą chęcią poflirtowania i poznania nieznajomego. Mój plan został zaprzepaszczony, kiedy poczułam czyjąś dłoń na przedramieniu, a chwilę później stałam z nim twarzą w twarz.
- Tu jesteś. Szukałem cię - powiedział Matt.
- Raczej to ja szukałam ciebie. Nie mogłeś wytrzymać tych 5 minut ?
- Przepraszam, okej ?
- Nieważne - machnęłam ręką.- Chcę wracać do domu.
- Wszystko dla mojej królewny - cmoknął mnie w policzek i pociągnął za sobą w kierunku wyjścia. Obejrzałam się przez ramię, lecz tajemniczego chłopaka już tam nie było. Westchnęłam i podążyłam za przyjacielem.
piątek, 25 kwietnia 2014
Prologue
"Twoim zadaniem jest ją chronić, chociażby nie wiem co się stało"
"Obiecuję"
Czy podoła temu zadaniu ? Czy uda mu się wyjść cało czy może coś wielkiego stanie mu na przeszkodzie, coś czym jest prawdziwe uczucie, miłość ?
"Nie chcę więcej zostać zraniona"
"Właśnie dlatego tu jestem..."
Subskrybuj:
Posty (Atom)